Wychłodzenie się górnych warstw głębszej rzeki w życiu boleniarza skutkuje boleśnie. Dotychczas mógł usłyszeć lub nawet zobaczyć cel swoich starań – żerującego bolenia. Dzisiaj choćby stosował szpiegowskie mikrofony o stukrotnie wzmocnionej czułości, to nic nie usłyszy. Bolenie jakby wymiotło z rzeki. Cisza, niczym niewzburzana powierzchnia zimnej rzeki. Co więc takiego stało się z boleniami? Bo przecież na brzeg nie uciekły. Otóż bolenie zeszły na głębszą wodę. To tutaj mniejsze ryby chronią się przed gwałtownymi zmianami temperatury cienkiej powierzchniowej warstwy wody. O szybkich zmianach jej temperatury decyduje głównie wiatr i intensywny deszcz. A tych przecież ostatnio nie brakuje. Wobec powyższego zachowania boleni nie zostaje nic innego, jak pójść za nimi. Oczywiście pójść przynętą, a nie dosłownie. Choć w wielu przypadkach wskazane jest założenie neoprenów piątki i brodzenie, aby zająć lepszą pozycję do obłowienia stanowiska boleni. Boleń nurtu nie boi się, więc właśnie tam spływa. Zresztą to jego domena i znajdziemy go tam nawet w lecie, gdy odpoczywa. Do połowy listopada polował będzie w nurcie i myszkował po całej rzece, a gdy nadejdą mroźne chłody przeniesie się do wolno płynącej wody, i oczywiście głębokiej z nieregularnym dnem (dziury, wielkie kamienie, wykroty, pnie, konary, twarde przykosy). W tych tygodniach najlepiej obławiać nurt zarzucając przynętę w najgłębszą część i blisko dna wyprowadzać przynętę na skraj nurtu. Nurt ma korzystną dla nas konfigurację w wielu miejscach rzeki, w wielu przypadkach nawet główka ostrogi będzie dobrym stanowiskiem. Najciekawszym łowiskiem o tej porze są rozległe blaty, głębokie i sąsiadujące z głównym nurtem. Przynęta musi być ciężka i dalekosiężna, musi bezbłędnie pracować w każdej warstwie wody, gdyż boleń również w każdej z nich może zaatakować, wcześniej płynąc za przynętą. Prowadzić ją należy w nieśpiesznym tempie, osobiście unikam marginalnych prędkości, czyli przynęta nie może opadać pod swoim ciężarem i nie może mknąć jak torpeda. Rozsądnie ją prowadząc damy szansę boleniowi na dojrzenie przynęty, podjęcie decyzji o ataku (boleń musi zbilansować wysiłek włożony w pościg i korzyść ze zjedzenia tej wielkości posiłku). O tej porze boleń często odprowadza przynętę pod szczytówkę, dlatego należy zachować zimną krew w chwili, gdy zobaczymy bolenia atakującego przynętę. Jeśli wtedy zamaszyście zatniemy, to albo złamiemy szczytówkę, albo wyrwiemy rybie przynętę, albo zerwiemy węzeł. W najgorszym razie wyszarpnięta z wody przynęta może uderzyć nas w twarz, lub nie daj Boże, w oko. I przypominam o drobiazgu – woda jest zbyt zimna dla naszych dłoni, więc do podbierania ryb używajmy podbieraka. I proszę o uwalnianie podebranych boleni.